Kalina jest bardzo pięknym krzewem, dlatego uważam, że nie powinno zabraknąć jej w naszym ogrodzie. Najczęściej hodowaną odmianą w ogrodach jest kalina koralowa.
Charakteryzują ją prześliczne białe kuliste kwiaty, swoim kształtem często przypominają pompony. Często kwiaty osiągają średnice nawet 20 cm.
Kalina przyjmuje bardzo ciekawą formę jesienią, ze względu na to, że jesienią nie zawiązuje owoców, natomiast jej liście przybierają bardzo ładny purpurowo-czerwony kolor. Często się zdarza, że piękne kwiaty kaliny zamieszkiwane są przez mrówki, a wraz z nimi przychodzi kolejny szkodnik jakim jest mszyca. Można próbować walczyć z nimi metodami ekologicznymi, jednak gdy to nie pomoże należy sięgnąć po środki chemiczne.
Skuteczną metodą jest zwalczanie mszycy roztworem z sody. Młode drzewka kaliny wymagają zabezpieczenia przed mrozem i wiatrem. W Polsce kwitną również inne odmiany kaliny m. in. : "Dawn", "Burkwooda", japońska, angielska, koreańska, sztywno-listna oraz hordowina.
Odmiana "Burkwooda" jest pięknym krzewem o białoróżowych pachnących kwiatach. Roślina ta nie jest łatwa w uprawie i nie wymaga skomplikowanych zabiegów pielęgnacyjnych.
Natomiast kalina japońska "Popcorn" jest rośliną bardzo wrażliwą i delikatną. Roślina ta zachwyca nietypowymi liśćmi, które są bardzo mocno unerwione. Liście te zmieniają na jesień swą barwę. Zachęcam do odkrywania uroków tych krzewów w sowim ogrodzie. Krzew ten na pewno ożywi nasz ogród, a jego kwiaty swoim pięknem będą nas zachwycać i "cieszyć" nasze oczy.
wtorek, 22 listopada 2011
Co robić z TULIPANAMI po przekwitnięciu
Tulipany wiosną przepięknie kwitną, zdobiąc wiosennie ogród. Wypełniają najróżniejszymi barwami nasze rabaty.
Kwitną, aż w końcu przekwitają i co wtedy?! To bardzo proste :)
Tulipany wiosną przepięknie kwitną, zdobiąc wiosennie ogród. Mnóstwo radości sprawiają nam kwiaty, gdy w koło wiele roślin dopiero zaczyna myśleć o przygotowaniach do kwitnięcia. Wypełniają najróżniejszymi barwami nasze rabaty.
Kwitną, kwitną aż w końcu przekwitają i co wtedy?!
To bardzo proste :)
1. Obrywamy resztę kwiatu z torebką nasienną;
2. Podlewamy tulipany dopóki nie zaczną schnąć liście (jest to istotny proces, ponieważ woda pozwala się zregenerować tulipanowi po kwitnięciu);
3. Gdy liście będą suche, to wykopujemy cebulkę. Ostrożnie trzeba oczyścić cebulkę i zostawić do przeschnięcia przed posadzeniem jej jesienią.
4. Cebulki trzymamy w przewiewnym pomieszczeniu. Wskazane by było poprzekładać cebulki kawałkami gazet (z gazet trzeba zrobić kulki, tzn. pognieść je w taki sposób, aby przyjęły formę kulistą :D) i włożyć do przewiewnego i otwartego pojemnika. Moja znajoma trzyma cebulki w papierowych kopertach po cztery do pięciu sztuk. wkłada koperty do ażurowego kosza.
Wiele osób zostawia cebulki tulipanów w ziemi. No cóż, można tak też robić, jednak wiosną słabiej one nam zakwitną. Nie wspominając o amatorach podjadania cebulek. Jesienią, wykopane wcześniej, tulipany możemy znowu posadzić.
Taką małą ciekawostką jest to, że nasiona z przekwitniętych tulipanów, po posadzeniu nie dadzą identycznych kwiatów, jak tulipan "matka".
Kwitną, aż w końcu przekwitają i co wtedy?! To bardzo proste :)
Tulipany wiosną przepięknie kwitną, zdobiąc wiosennie ogród. Mnóstwo radości sprawiają nam kwiaty, gdy w koło wiele roślin dopiero zaczyna myśleć o przygotowaniach do kwitnięcia. Wypełniają najróżniejszymi barwami nasze rabaty.
Kwitną, kwitną aż w końcu przekwitają i co wtedy?!
To bardzo proste :)
1. Obrywamy resztę kwiatu z torebką nasienną;
2. Podlewamy tulipany dopóki nie zaczną schnąć liście (jest to istotny proces, ponieważ woda pozwala się zregenerować tulipanowi po kwitnięciu);
3. Gdy liście będą suche, to wykopujemy cebulkę. Ostrożnie trzeba oczyścić cebulkę i zostawić do przeschnięcia przed posadzeniem jej jesienią.
4. Cebulki trzymamy w przewiewnym pomieszczeniu. Wskazane by było poprzekładać cebulki kawałkami gazet (z gazet trzeba zrobić kulki, tzn. pognieść je w taki sposób, aby przyjęły formę kulistą :D) i włożyć do przewiewnego i otwartego pojemnika. Moja znajoma trzyma cebulki w papierowych kopertach po cztery do pięciu sztuk. wkłada koperty do ażurowego kosza.
Wiele osób zostawia cebulki tulipanów w ziemi. No cóż, można tak też robić, jednak wiosną słabiej one nam zakwitną. Nie wspominając o amatorach podjadania cebulek. Jesienią, wykopane wcześniej, tulipany możemy znowu posadzić.
Taką małą ciekawostką jest to, że nasiona z przekwitniętych tulipanów, po posadzeniu nie dadzą identycznych kwiatów, jak tulipan "matka".
Sposoby na ślimaki w ogrodzie
Ślimaki z pewnością są bardzo lubiane przez dzieci, które od małego uczą się wierszyka na ich temat, a także przez Francuzów pałaszujących je namiętnie na obiad.
Tego samego nie można powiedzieć o ogrodnikach, dla których są one żarłocznymi szkodnikami gustującymi zwłaszcza w kiełkujących, młodych roślinkach. Ślimaki pozostawiają po swoich niezapowiedzianych wizytach nieregularne dziury w liściach i płatkach (mniejsze pochłaniają w całości) oraz ślady obecności w postaci charakterystycznego pasa zaschniętego śluzu. Jeśli panoszą się także w Twoim ogrodzie, poczytaj o domowych sposobach na tych obślizgłych, nieproszonych gości, a jeśli to nie pomoże – sięgnij po cięższą artylerię.
Metody naturalne
1. Rośliny
Unikajmy sadzenia roślin, które stanowią podstawę diety ślimaków: ozdobnych aksamitek, cynii, dalii, białych lilii, astrów chińskich, nasturcji. Jeśli chodzi o rośliny sadownicze, te szkodniki uwielbiają maliny, truskawki i poziomki, zaś z warzyw: kapustę i sałatę, marchew, buraki ćwikłowe. Nieproszonych gości z pewnością odstraszy zaś mydlnica lekarska, majeranek i macierzanka. Można je posadzić w pobliżu miejsc, gdzie zauważymy skupiska ślimaków.
2. Naturalni wrogowie
Ślimaki są przysmakiem ptaków (zwłaszcza kosów, szpaków i gawronów), ropuch, jeży, ryjówek, jaszczurek i drapieżnych owadów: chrząszczy biegaczy i muchówek. Plaga ślimaków grozi nam więc tylko wtedy, gdy zabraknie im naturalnych wrogów.
3. Porządki i bariery
Ślimaki uwielbiają wilgotną i deszczową pogodę, dlatego należy pamiętać, żeby podlewać rośliny punktowo i tylko ranną porą. Szkodniki chowają się wszędzie tam, gdzie wilgoć i chłód, a więc pod kamieniami, deskami oraz w miejscach, gdzie przekopano roślinne resztki. Wiadomo, że nie jesteśmy w stanie zlikwidować wszystkich potencjalnych kryjówek, ale możemy usuwać chwasty i pozostałości roślin, kosić trawę oraz zbierać gałęzie, pod którymi znajdują one schronienie. Pojedyncze rośliny można także chronić umieszczając blisko nich przeszkody, których ślimaki nie są w stanie pokonać – np. trociny, igły sosnowe, trociny, żwir, niegaszone wapno. Niestety są one skuteczne tylko wtedy, gdy nie pada deszcz.
Metody chemiczne
Dobry sposób na ślimaki w ogrodzie to zastosowanie nawozów mineralnych do nawożenia roślin (takich jak np. Kainit), które powodują poparzenia. W sklepach znajdziemy także następujące, silnie toksyczne środki: Anty-Ślimak Spiess Urania 04GB, Ślimax 04 GB czy Ślimakol 06GB,
Wart polecenia jest preparat biologiczny Nemaslug. Rośliny możemy także opryskiwać nierozcieńczoną gnojówką z bylicy piołuny czy orlicy pospolitej – nasze rośliny szybko przestaną smakować ślimakom.
Tego samego nie można powiedzieć o ogrodnikach, dla których są one żarłocznymi szkodnikami gustującymi zwłaszcza w kiełkujących, młodych roślinkach. Ślimaki pozostawiają po swoich niezapowiedzianych wizytach nieregularne dziury w liściach i płatkach (mniejsze pochłaniają w całości) oraz ślady obecności w postaci charakterystycznego pasa zaschniętego śluzu. Jeśli panoszą się także w Twoim ogrodzie, poczytaj o domowych sposobach na tych obślizgłych, nieproszonych gości, a jeśli to nie pomoże – sięgnij po cięższą artylerię.
Metody naturalne
1. Rośliny
Unikajmy sadzenia roślin, które stanowią podstawę diety ślimaków: ozdobnych aksamitek, cynii, dalii, białych lilii, astrów chińskich, nasturcji. Jeśli chodzi o rośliny sadownicze, te szkodniki uwielbiają maliny, truskawki i poziomki, zaś z warzyw: kapustę i sałatę, marchew, buraki ćwikłowe. Nieproszonych gości z pewnością odstraszy zaś mydlnica lekarska, majeranek i macierzanka. Można je posadzić w pobliżu miejsc, gdzie zauważymy skupiska ślimaków.
2. Naturalni wrogowie
Ślimaki są przysmakiem ptaków (zwłaszcza kosów, szpaków i gawronów), ropuch, jeży, ryjówek, jaszczurek i drapieżnych owadów: chrząszczy biegaczy i muchówek. Plaga ślimaków grozi nam więc tylko wtedy, gdy zabraknie im naturalnych wrogów.
3. Porządki i bariery
Ślimaki uwielbiają wilgotną i deszczową pogodę, dlatego należy pamiętać, żeby podlewać rośliny punktowo i tylko ranną porą. Szkodniki chowają się wszędzie tam, gdzie wilgoć i chłód, a więc pod kamieniami, deskami oraz w miejscach, gdzie przekopano roślinne resztki. Wiadomo, że nie jesteśmy w stanie zlikwidować wszystkich potencjalnych kryjówek, ale możemy usuwać chwasty i pozostałości roślin, kosić trawę oraz zbierać gałęzie, pod którymi znajdują one schronienie. Pojedyncze rośliny można także chronić umieszczając blisko nich przeszkody, których ślimaki nie są w stanie pokonać – np. trociny, igły sosnowe, trociny, żwir, niegaszone wapno. Niestety są one skuteczne tylko wtedy, gdy nie pada deszcz.
Metody chemiczne
Dobry sposób na ślimaki w ogrodzie to zastosowanie nawozów mineralnych do nawożenia roślin (takich jak np. Kainit), które powodują poparzenia. W sklepach znajdziemy także następujące, silnie toksyczne środki: Anty-Ślimak Spiess Urania 04GB, Ślimax 04 GB czy Ślimakol 06GB,
Wart polecenia jest preparat biologiczny Nemaslug. Rośliny możemy także opryskiwać nierozcieńczoną gnojówką z bylicy piołuny czy orlicy pospolitej – nasze rośliny szybko przestaną smakować ślimakom.
Jak skutecznie zwalczyć perz?
Perz to chwast bardzo dobrze znany wszystkim rolnikom. Niezwykle uciążliwy i trudny do zwalczenia, konkuruje z roślinami o wodę i substancje pokarmowe pobierane z gleby.
Stwierdzono, że zarówno żywe, jak i martwe kłącza perzu wytwarzają toksyczne substancje hamujące rozwój roślin znajdujących się w pobliżu. Dodatkowo sprzyja on rozwojowi grzybów chorobotwórczych (jak mączniak właściwy czy rdza żółta) i jest żywicielem szkodników (np. ploniarki zbożówki). W polskich warunkach perz występuje na 80% gruntów rolnych – na wszystkich rodzajach gleb (najbardziej sprzyjają mu te lżejsze). Rozmnaża się przez rozłogi i nasiona – jedna roślina może w ciągu sezonu wegetacyjnego opanować od 15 do 20 m² powierzchni pola. Rolnicy walczą z tym chwastem za pomocą metod mechanicznych, mechaniczno-chemicznych i chemicznych.
Metoda mechaniczna
Najskuteczniejsza latem, gdy rozłogi zawierają niewielką ilość substancji pokarmowych (wiosną i jesienią, gdy mają ich dużo, z każdego fragmentu mogą wyrosnąć nowe pędy). Najogólniej mówiąc, mechaniczny sposób na perz polega na usunięciu jego rozłogów z pola, a następnie jego zmęczeniu i uduszeniu. Przy suchej pogodzie w miarę skuteczna jest głębsza podorywka – sporo rozłogów chwastu zalega na głębokości nawet 10 cm. Po wyciągnięciu ich na wierzch, perz wyciąga się kultywatorem sprężynowym, a broną średnią wytrzepuje się rozłogi z grudek ziemi. Na sam koniec perz zgrabia się i wywozi z pola. Mechaniczne zabiegi można z powodzeniem łączyć z uprawą mieszanek roślin strączkowych (np. peluszki z owsem). Należy je też uzupełniać dobrym płodozmianem.
Metoda mechaniczno-chemiczna
Najskuteczniejsza metoda – niszczy ok. 90 % perzu. Wybierając ten sposób, rolnicy po sprzątnięciu przedplonu wykonują podorywkę, bronują ją i zostawiają, aż perz zzielenieje i osiągnie wysokość 15-20 cm. Wtedy następuje opryskiwanie jednym ze środków chemicznych, które opiszę w dalszej części.
Metoda chemiczna
Najlepsze rezultaty przynosi, gdy stosuje się ją od drugiej połowy sierpnia do później jesieni, a perz mierzy od 10 do 25 cm. Wykorzystywane preparaty (np. Roundup 360 SL, Klinik 360 SL) to herbicydy dolistne o układowym działaniu. Pobierają je zielone części roślin, następnie trafiają one do korzeni i rozłogów powodując zamieranie. Efekty są widoczne już po tygodniu, zaś całkowite zamieranie chwastów następuje po około trzech tygodniach.
Stwierdzono, że zarówno żywe, jak i martwe kłącza perzu wytwarzają toksyczne substancje hamujące rozwój roślin znajdujących się w pobliżu. Dodatkowo sprzyja on rozwojowi grzybów chorobotwórczych (jak mączniak właściwy czy rdza żółta) i jest żywicielem szkodników (np. ploniarki zbożówki). W polskich warunkach perz występuje na 80% gruntów rolnych – na wszystkich rodzajach gleb (najbardziej sprzyjają mu te lżejsze). Rozmnaża się przez rozłogi i nasiona – jedna roślina może w ciągu sezonu wegetacyjnego opanować od 15 do 20 m² powierzchni pola. Rolnicy walczą z tym chwastem za pomocą metod mechanicznych, mechaniczno-chemicznych i chemicznych.
Metoda mechaniczna
Najskuteczniejsza latem, gdy rozłogi zawierają niewielką ilość substancji pokarmowych (wiosną i jesienią, gdy mają ich dużo, z każdego fragmentu mogą wyrosnąć nowe pędy). Najogólniej mówiąc, mechaniczny sposób na perz polega na usunięciu jego rozłogów z pola, a następnie jego zmęczeniu i uduszeniu. Przy suchej pogodzie w miarę skuteczna jest głębsza podorywka – sporo rozłogów chwastu zalega na głębokości nawet 10 cm. Po wyciągnięciu ich na wierzch, perz wyciąga się kultywatorem sprężynowym, a broną średnią wytrzepuje się rozłogi z grudek ziemi. Na sam koniec perz zgrabia się i wywozi z pola. Mechaniczne zabiegi można z powodzeniem łączyć z uprawą mieszanek roślin strączkowych (np. peluszki z owsem). Należy je też uzupełniać dobrym płodozmianem.
Metoda mechaniczno-chemiczna
Najskuteczniejsza metoda – niszczy ok. 90 % perzu. Wybierając ten sposób, rolnicy po sprzątnięciu przedplonu wykonują podorywkę, bronują ją i zostawiają, aż perz zzielenieje i osiągnie wysokość 15-20 cm. Wtedy następuje opryskiwanie jednym ze środków chemicznych, które opiszę w dalszej części.
Metoda chemiczna
Najlepsze rezultaty przynosi, gdy stosuje się ją od drugiej połowy sierpnia do później jesieni, a perz mierzy od 10 do 25 cm. Wykorzystywane preparaty (np. Roundup 360 SL, Klinik 360 SL) to herbicydy dolistne o układowym działaniu. Pobierają je zielone części roślin, następnie trafiają one do korzeni i rozłogów powodując zamieranie. Efekty są widoczne już po tygodniu, zaś całkowite zamieranie chwastów następuje po około trzech tygodniach.
Ochrona roślin na działkach i w ogrodach
Rozpocznijmy od odpowiedzi na pytanie:, czym właściwie różni się ochrona roślin w małym ogrodzie od tej na polu czy w produkcyjnym sadzie? Tego typu pytań jest wiele a odpowiedzi sprowadzają się z reguły do wspólnego mianownika.
W końcu choroby i szkodniki te same, zagrożenie dla roślin czy dla plonu podobne…, a więc, o co właściwie chodzi?! Odpowiedź jest prosta – o ile rolnik czy ogrodnik na pierwszym miejscu stawia wysokość plonu, efekt ekonomiczny produkcji, a w ostatnim okresie w coraz większym stopniu bezpieczeństwo, o tyle dla działkowca czy właściciela innego małego ogrodu znacznie większą wartość będzie miał odpoczynek poprzez pracę, zdrowie własne oraz rodziny i bezpieczeństwo stosowanych metod. Oczywiście są i tacy działkowcy, dla których działka to źródło dodatkowego czy podstawowego zarobkowania, ale ci są w zdecydowanej mniejszości. Tak, więc zakładając, że odpoczynek i satysfakcja z samodzielnie uzyskanych warzyw, owoców czy kwiatów stanowią dla większości podstawową wartość, zastanówmy się, czym właściwie powinien kierować się właściciel działki w swojej codziennej pracy w ogrodzie.
Nie szkodź sobie i innym.
W końcu, jeżeli nawet posiadamy wysoko wydajny opryskiwacz spalinowy, to chmura drobno rozbitych cząstek cieczy roboczej przemieści się z łatwością na działkę sąsiada, a nawet dalej. Jeżeli posiadamy sprzęt niższej klasy i próbujemy go wykorzystać do ochrony kilkumetrowych drzew, to na pewno duża część cieczy spadnie na opryskującego i na rośliny rosnące w sąsiedztwie chronionej rośliny. W tym miejscu trzeba też postawić zasadnicze pytanie: ilu działkowców posiada i wykorzystuje ubrania ochronne, maski, odpowiednie nakrycia głowy, ilu stosuje się do zasad bezpieczeństwa? Jeżeli tych zasad nie przestrzegamy to, jaką mamy gwarancję, że nasz organizm nie wchłonie kolejnej porcji pestycydu, a w roślinach i tych poddawanych kuracji jak i tych opryskanych przypadkowo, nie zgromadzą się pozostałości środków ochrony roślin przekraczające dopuszczalne normy? I co to ma wspólnego z szeroko rozumianą rekreacją i odpoczynkiem? A czy sąsiad, który akurat jest przeciwnikiem chemicznej ochrony nie ma prawa zaprotestować, jeżeli nieprzyjemny zapach rozpylonej cieczy wraz z niewidocznymi kropelkami dotrze do jego ogrodu i zakłóci spokój?
Ekonomia produkcji.
Nie należy także zapominać o ekonomii produkcji! Z pewnością nie jest to czynnik istotny dla większości działkowców, skoro sięgają po pestycydy, nie zastanawiając się czy zastosowany preparat przyniesie wymierny efekt pieniężny. Taki rezultat przyniesie przeprowadzony zabieg, jeżeli sprawdzony zostanie próg zagrożenia, a koszt samego zastosowanego środka będzie mniejszy od zwiększonej zabiegiem wartości plonu. Jakie to skomplikowane! Ale taka jest prawda, a z tego wynika oczywisty wniosek: dla stosującego środki ochrony roślin na działce wynik finansowy z pewnością nie jest istotny, bo w końcu te 2 czy 3 kg jabłek więcej napewno nie zwrócą poniesionych nakładów. Czy w takim razie nie należy zaniechać stosowania jakichkolwiek zabiegów? Przecież nie uda nam się zwalczyć parcha jabłoni jednym czy dwoma zabiegami – trzeba ich wykonać kilkanaście! Aby zwalczyć nasionnicę trześniówkę czy owocnicę żółtorogą, trzeba przede wszystkim wiedzieć, kiedy przeprowadzić zabieg a opryskiwanie truskawek kiedy już owocują w praktyce nie ma sensu.
W końcu choroby i szkodniki te same, zagrożenie dla roślin czy dla plonu podobne…, a więc, o co właściwie chodzi?! Odpowiedź jest prosta – o ile rolnik czy ogrodnik na pierwszym miejscu stawia wysokość plonu, efekt ekonomiczny produkcji, a w ostatnim okresie w coraz większym stopniu bezpieczeństwo, o tyle dla działkowca czy właściciela innego małego ogrodu znacznie większą wartość będzie miał odpoczynek poprzez pracę, zdrowie własne oraz rodziny i bezpieczeństwo stosowanych metod. Oczywiście są i tacy działkowcy, dla których działka to źródło dodatkowego czy podstawowego zarobkowania, ale ci są w zdecydowanej mniejszości. Tak, więc zakładając, że odpoczynek i satysfakcja z samodzielnie uzyskanych warzyw, owoców czy kwiatów stanowią dla większości podstawową wartość, zastanówmy się, czym właściwie powinien kierować się właściciel działki w swojej codziennej pracy w ogrodzie.
Nie szkodź sobie i innym.
W końcu, jeżeli nawet posiadamy wysoko wydajny opryskiwacz spalinowy, to chmura drobno rozbitych cząstek cieczy roboczej przemieści się z łatwością na działkę sąsiada, a nawet dalej. Jeżeli posiadamy sprzęt niższej klasy i próbujemy go wykorzystać do ochrony kilkumetrowych drzew, to na pewno duża część cieczy spadnie na opryskującego i na rośliny rosnące w sąsiedztwie chronionej rośliny. W tym miejscu trzeba też postawić zasadnicze pytanie: ilu działkowców posiada i wykorzystuje ubrania ochronne, maski, odpowiednie nakrycia głowy, ilu stosuje się do zasad bezpieczeństwa? Jeżeli tych zasad nie przestrzegamy to, jaką mamy gwarancję, że nasz organizm nie wchłonie kolejnej porcji pestycydu, a w roślinach i tych poddawanych kuracji jak i tych opryskanych przypadkowo, nie zgromadzą się pozostałości środków ochrony roślin przekraczające dopuszczalne normy? I co to ma wspólnego z szeroko rozumianą rekreacją i odpoczynkiem? A czy sąsiad, który akurat jest przeciwnikiem chemicznej ochrony nie ma prawa zaprotestować, jeżeli nieprzyjemny zapach rozpylonej cieczy wraz z niewidocznymi kropelkami dotrze do jego ogrodu i zakłóci spokój?
Ekonomia produkcji.
Nie należy także zapominać o ekonomii produkcji! Z pewnością nie jest to czynnik istotny dla większości działkowców, skoro sięgają po pestycydy, nie zastanawiając się czy zastosowany preparat przyniesie wymierny efekt pieniężny. Taki rezultat przyniesie przeprowadzony zabieg, jeżeli sprawdzony zostanie próg zagrożenia, a koszt samego zastosowanego środka będzie mniejszy od zwiększonej zabiegiem wartości plonu. Jakie to skomplikowane! Ale taka jest prawda, a z tego wynika oczywisty wniosek: dla stosującego środki ochrony roślin na działce wynik finansowy z pewnością nie jest istotny, bo w końcu te 2 czy 3 kg jabłek więcej napewno nie zwrócą poniesionych nakładów. Czy w takim razie nie należy zaniechać stosowania jakichkolwiek zabiegów? Przecież nie uda nam się zwalczyć parcha jabłoni jednym czy dwoma zabiegami – trzeba ich wykonać kilkanaście! Aby zwalczyć nasionnicę trześniówkę czy owocnicę żółtorogą, trzeba przede wszystkim wiedzieć, kiedy przeprowadzić zabieg a opryskiwanie truskawek kiedy już owocują w praktyce nie ma sensu.
Pnącze do cienistych zakątków
Zastanawiamy się często co możemy posadzić w zacienionym miejscu ,żeby mieć ładny zakątek np. na północnej stronie działki. Ja polecam hortensję pnącą.
Hydrangea petiolaris - czyli hortensja pnąca sadzimy ją na północnej, wschodniej lub częściowo zacienionej ścianie. Potrzebuje ona od 3 do 4 lat żeby dobrze się zadomowić, ale kiedy to już nastąpi będzie się przyczepiała do dowolnej podpory i wytrzyma najsilniejsze wiatry. Jej pojawiające się wczesnym latem białe kwiaty są bardzo piękne. Dorasta do 18m wysokości. Żeby dobrze rosła sadzimy ją w glebie wzbogaconej dobrze rozłożonym obornikiem..Podobnie jak bluszcz roślina ta pnie się po ścianie i nie potrzebuje podpór. Może wymarzać na północy i w środku kraju.
Dodatkowe informacje-czarodziejska zmiana barwy
Są dwa sposoby aby różowe hortensje stały się niebieskie, pierwszy to rozprowadzenie wokół korzeni siarczanu glinu, drugi to podlewanie wodą ze specjanym środkiem, który można kupić w sklepie ogrodniczym.
Dawniej ogrodnicy wierzyli, że jest to także możliwe dzięki zakopywaniu w pobliżu korzeni paru zardzewiałych gwoździ lub kawałka miedzianego drutu (ja nie stosowałam tego u siebie, jest to tylko zasłyszane od starszych ludzi). Kolor hortensji jest wskaźnikiem pH gleby. Jeśli kwiaty są niebieskie znaczy to że gleba jest bardzo kwaśna a jeżeli są różowe to zasadowa.
Gdzie sadzimy;
Krzewy hortensji, z wyjątkiem gatunków pnących powinno się sadzić przy ścianach zachodnich, nie należy ich sadzić przy ścianach wschodnich ponieważ nocne przymrozki następujące zaraz po nich i ranne słońce mogą zwarzyć rośliny. Żeby hortensje mogły się dobrze rozwijać między krzewami zostawiamy dużo miejsca, najlepiej ok.1,5-2m.Pod nimi sadzimy rośliny cebulowe i byliny.
Hydrangea petiolaris - czyli hortensja pnąca sadzimy ją na północnej, wschodniej lub częściowo zacienionej ścianie. Potrzebuje ona od 3 do 4 lat żeby dobrze się zadomowić, ale kiedy to już nastąpi będzie się przyczepiała do dowolnej podpory i wytrzyma najsilniejsze wiatry. Jej pojawiające się wczesnym latem białe kwiaty są bardzo piękne. Dorasta do 18m wysokości. Żeby dobrze rosła sadzimy ją w glebie wzbogaconej dobrze rozłożonym obornikiem..Podobnie jak bluszcz roślina ta pnie się po ścianie i nie potrzebuje podpór. Może wymarzać na północy i w środku kraju.
Dodatkowe informacje-czarodziejska zmiana barwy
Są dwa sposoby aby różowe hortensje stały się niebieskie, pierwszy to rozprowadzenie wokół korzeni siarczanu glinu, drugi to podlewanie wodą ze specjanym środkiem, który można kupić w sklepie ogrodniczym.
Dawniej ogrodnicy wierzyli, że jest to także możliwe dzięki zakopywaniu w pobliżu korzeni paru zardzewiałych gwoździ lub kawałka miedzianego drutu (ja nie stosowałam tego u siebie, jest to tylko zasłyszane od starszych ludzi). Kolor hortensji jest wskaźnikiem pH gleby. Jeśli kwiaty są niebieskie znaczy to że gleba jest bardzo kwaśna a jeżeli są różowe to zasadowa.
Gdzie sadzimy;
Krzewy hortensji, z wyjątkiem gatunków pnących powinno się sadzić przy ścianach zachodnich, nie należy ich sadzić przy ścianach wschodnich ponieważ nocne przymrozki następujące zaraz po nich i ranne słońce mogą zwarzyć rośliny. Żeby hortensje mogły się dobrze rozwijać między krzewami zostawiamy dużo miejsca, najlepiej ok.1,5-2m.Pod nimi sadzimy rośliny cebulowe i byliny.
Perełki w ogrodzie
W poszukiwaniu oryginalności w ogrodzie, warto posadzić kilka mało znanych a cennych gatunków. Krzewy takie jak fotergilla, guzikowiec, kolkwicja, obiela czy ketmia, często zadziwiają pokrojem, kwiatami lub ulistwieniem.
FOTERGILLA WIĘKSZA. To północnoamerykański krzew o wyprostowanym pokroju, osiągający wysokość 1,5 m po mniej więcej 20 latach uprawy. Korona jest dość luźna. Liście podobne są do oczaru i pięknie przebarwiają się jesienią. Białe kwiaty o słodkim zapachu pojawiają się wraz z rozwojem liści, w drugiej połowie kwietnia i na początku maja. Nie mają płatków, ale dzięki licznym, długim pręcikom, przypominają miniaturowe szczoteczki do butelek. Fotergilla wymaga gleb dość zwięzłych, umiarkowanie wilgotnych, w czasie suszy rośliny należy podlewać, a szczególnie młode okazy. Można je uprawiać w całym kraju, choć w mroźnych rejonach młode rośliny w surowe zimy trzeba okrywać.
KETMIA SYRYJSKA. Krzew ten dorasta do 2-3 m wysokości, w Polsce niektóre okazy osiągają najwyżej 2m. Są to bardzo cenne,6 kwitnące późnym latem krzewy. Kwitną obficie i mają okazałe, duże kwiaty. U gatunku są one barwy fioletowej. W surowe zimy wymagają okrycia, w przeciwnym razie krzewy wymarzną do granicy śniegu. Krzewy jednak łatwo odbijają ze zdrowych pędów i szybko regenerują uszkodzenia. Wymagają gleb raczej żyznych, próchnicznych i przepuszczalnych, stanowisk słonecznych lub lekko ocienionych, zimą dobrze osłoniętych.
GUZIKOWIEC ZACHODNI. Krzew ten pochodzi z Ameryki Północnej, rośnie na bagiennych podmokłych glebach torfowych. Liście są jajowate lub eliptyczne, błyszczące. Dekoracyjne są główkowate kwiatostany złożone z kremowych rurkowatych kwiatów. Krzew dorastający do wysokości 1 m, jest wytrzymały na mrozy. Strefa uprawy to cały kraj.
JANOWIEC BAŁKAŃSKI. Rośnie w południowiej Europie i jest to niski rozłożysty krzew, dorastający do 50 cm wysokości i około 70-80 cm szerokości. Pędy ma cienkie, rózgowate, zielone. Drobne, ale zarazem bardzo liczne, ciemnozłote kwiaty pojawiają sę w maju. Janowce należą do obficie kwitnących krzewów ogrodowych, nie osiągają dużych rozmiarów, mają małe wymagania glebowe i są dość odporne na suszę. Polecane są jednak do uprawy tylko w cieplejszych rejonach kraju.
KOLKWICJA CHIŃSKA. Jest krzewem pochodzącym z gór w środkowych Chinach. Dorasta u nas nawet do 3 m wysokości, a pędy łukowato przewisają, tworząc oryginalny pokrój. Szczególnie piękne są w czerwcu, kiedy całe pokryte sąjasnoróżowymi kwiatami. Małe wymagania czynią ten krzew przydatnym do różnych zastosowań, ale mimo to rzadko jest spotykana w ogrodach.
OBIELA WIELOKWIATOWA. Jest krzewem o szerokim, wzniesionym, dość luźnym pokroju i eliptycznych, jasnozielonych liściach. Kwiaty są białe i duże średnicy 4-5 cm, zebrane w szczytowe wąskie wiechy po 5-10 szt. Rozwijają się na przełomie maja i czerwca. Krzewy pochodzą ze wschodnich Chin i w Polsce są wystarczająco odporne na mróz tak, iż nie nastręczają kłopotów w uprawie. Na działce wybieramy im miejsca słoneczne, lekko zaciszne.
ZŁOTLIN JAPOŃSKI. Gatunek ten osiąga do 1,5 m wysokości i tworzy podziemne rozłogi, dzięki którym roztacza się z czasem w szerokie kępy. Gatunek ten wyróżnia się jasnozielonymi pędami, dzięki czemu jest m.in. dobry do zimowego zestawienia z dereniami. Kwitnie na żółto, bardzo obficie. Strefa uprawy tych roślin to cały kraj.
FOTERGILLA WIĘKSZA. To północnoamerykański krzew o wyprostowanym pokroju, osiągający wysokość 1,5 m po mniej więcej 20 latach uprawy. Korona jest dość luźna. Liście podobne są do oczaru i pięknie przebarwiają się jesienią. Białe kwiaty o słodkim zapachu pojawiają się wraz z rozwojem liści, w drugiej połowie kwietnia i na początku maja. Nie mają płatków, ale dzięki licznym, długim pręcikom, przypominają miniaturowe szczoteczki do butelek. Fotergilla wymaga gleb dość zwięzłych, umiarkowanie wilgotnych, w czasie suszy rośliny należy podlewać, a szczególnie młode okazy. Można je uprawiać w całym kraju, choć w mroźnych rejonach młode rośliny w surowe zimy trzeba okrywać.
KETMIA SYRYJSKA. Krzew ten dorasta do 2-3 m wysokości, w Polsce niektóre okazy osiągają najwyżej 2m. Są to bardzo cenne,6 kwitnące późnym latem krzewy. Kwitną obficie i mają okazałe, duże kwiaty. U gatunku są one barwy fioletowej. W surowe zimy wymagają okrycia, w przeciwnym razie krzewy wymarzną do granicy śniegu. Krzewy jednak łatwo odbijają ze zdrowych pędów i szybko regenerują uszkodzenia. Wymagają gleb raczej żyznych, próchnicznych i przepuszczalnych, stanowisk słonecznych lub lekko ocienionych, zimą dobrze osłoniętych.
GUZIKOWIEC ZACHODNI. Krzew ten pochodzi z Ameryki Północnej, rośnie na bagiennych podmokłych glebach torfowych. Liście są jajowate lub eliptyczne, błyszczące. Dekoracyjne są główkowate kwiatostany złożone z kremowych rurkowatych kwiatów. Krzew dorastający do wysokości 1 m, jest wytrzymały na mrozy. Strefa uprawy to cały kraj.
JANOWIEC BAŁKAŃSKI. Rośnie w południowiej Europie i jest to niski rozłożysty krzew, dorastający do 50 cm wysokości i około 70-80 cm szerokości. Pędy ma cienkie, rózgowate, zielone. Drobne, ale zarazem bardzo liczne, ciemnozłote kwiaty pojawiają sę w maju. Janowce należą do obficie kwitnących krzewów ogrodowych, nie osiągają dużych rozmiarów, mają małe wymagania glebowe i są dość odporne na suszę. Polecane są jednak do uprawy tylko w cieplejszych rejonach kraju.
KOLKWICJA CHIŃSKA. Jest krzewem pochodzącym z gór w środkowych Chinach. Dorasta u nas nawet do 3 m wysokości, a pędy łukowato przewisają, tworząc oryginalny pokrój. Szczególnie piękne są w czerwcu, kiedy całe pokryte sąjasnoróżowymi kwiatami. Małe wymagania czynią ten krzew przydatnym do różnych zastosowań, ale mimo to rzadko jest spotykana w ogrodach.
OBIELA WIELOKWIATOWA. Jest krzewem o szerokim, wzniesionym, dość luźnym pokroju i eliptycznych, jasnozielonych liściach. Kwiaty są białe i duże średnicy 4-5 cm, zebrane w szczytowe wąskie wiechy po 5-10 szt. Rozwijają się na przełomie maja i czerwca. Krzewy pochodzą ze wschodnich Chin i w Polsce są wystarczająco odporne na mróz tak, iż nie nastręczają kłopotów w uprawie. Na działce wybieramy im miejsca słoneczne, lekko zaciszne.
ZŁOTLIN JAPOŃSKI. Gatunek ten osiąga do 1,5 m wysokości i tworzy podziemne rozłogi, dzięki którym roztacza się z czasem w szerokie kępy. Gatunek ten wyróżnia się jasnozielonymi pędami, dzięki czemu jest m.in. dobry do zimowego zestawienia z dereniami. Kwitnie na żółto, bardzo obficie. Strefa uprawy tych roślin to cały kraj.
Subskrybuj:
Posty (Atom)